Dzisiejsza notka to dalszy ciąg dyskusji, która wywiązała sie pod poprzednią notką, wklejam tutaj gdyż właśnie odkryłam, że mija rocznica mojej obecności na Salonie24 . Dokladnie rok temu zamieścilam tu swój tekst pt. "Jak rozumiem przesłanie Jezusa" Akurat wywiązała się dyskusja dotycząca tego tematu.
„Ale jak wytlumaczysz pierwszy z brzegu przyklad "ktos inny sposrod uczniow rzekl do Niego: Panie, pozwol mi najpierw pojsc i pogrzebac mojego ojca. Lecz Jezus mu odpowiedzial Pojdz za mna a zostaw umarlym grzebanie ich umarlych"-Mateusz 8.21-22. Przeciez to jest nonsens, to jest belkot”
Dariusz, ten cytat który przytoczyłeś, różni się trochę od mojego, dlatego myślałam że go znasz, a nie czytałeś mojej notki. A w notce jest wyjaśnienie, zdaję sobie sprawę, że niewystarczające, więc wyjaśniam obszernie.
Jezus mówiąc te słowa, wiedział do kogo mówi. Wiedział, że Łukasz te słowa zrozumie, to jest jasne, bo osoba obudzona duchowo tak jak Jezus, rozpozna drugą osobę obudzoną duchowo. Dlatego tak jak pisałam, Jezus sam sobie uczniów, którym chciał przekazać swoje nauki wybrał. I to nie podlega dyskusji. Jezus użył porownania, że wszyscy ludzie tzn. ci którzy nie są obudzeni duchowo, są marwi, w przeciwieństwie do osoby obudzonej duchowo. Postaram się wyjaśnić, choć nie wiem czy mi się uda.
Widzisz, gdy jesteś np. w swoim domu, , widzisz tylko przestrzeń, która jest wokół Ciebie, przestrzeń ograniczoną czterema ścianami swojego mieszkania. Widzisz podłogę meble, sufit, dywan itp. Nie widzisz morza, gór, rzeki itd. Ale gdy się położysz do łóżka i zaśniesz, możesz we śnie zobaczyć góry, morze, niebo, rzeki itd. Nawet możesz po tych górach chodzić i popływać w morzu. Malo tego, możesz również odczuwać więcej. Możesz się zachwycać, możesz mieć sen erotyczny i w tym śnie przeżyć silniejsze doznania erotyczne, niż na jawie, uprawiając seks. Wszystkie doznania we śnie, są silniejsze niż na jawie. Bo zobaczenie zwykłego pająka może być straszne, a zdawanie egzaminu może być tak stresujące, że nie ma porównania do zwykłej tremy. Tak więc nie wychodząc z domu, leżąc we własnym łóżku, w bezruchu, jesteś w pewnym sensie bardziej żywy niż w trakcie normalnej aktywności. Tyle tylko że śpiąc, tracisz świadomość tu i teraz. Ja często mam sen gdzie chodzę po wodzie, w morzu lub rzece i zbieram klejnoty. Tak piękne, zapierające dech w piersiach, że takich nigdy nie widziałam fizycznie. Budzę się i widzę sufit :( Budzisz się zawsze do tej samej rzeczywistości, więc uważasz że rzeczywisty świat, to jest świat który ogarniasz swoimi fizycznymi oczami. Ale we śnie, te oczy masz zamknięte, a przecież widzisz różne rzeczy prawda? Widzisz duchowym wzrokiem. I widzisz więcej niż wzrokiem fizycznym. My we śnie, właściwie widzimy i przeżywamy dużo więcej niż to przechodzi do naszej świadomości po obudzeniu.
Osoba obudzona duchowo, ma właśnie w mniejszym lub większym stopniu obudzone te duchowe zmysły, różni się tym od śniącego, że nie traci świadomości siebie. Jest tu i teraz, jednocześnie jest bardziej wrażliwa. Czuje więcej, widzi słyszy więcej, wie więcej. I ta różnica między osobą która się jeszcze do życia duchowego nie obudziła jest tak wielka, że Jezus wręcz nazywa te osoby martwymi. Są mistrzowie które takie osoby nazywają wręcz trupami, zombie. Gurdżijew, obudzony mistyk, nazywał ludzi robotami, maszynami, automatami. Różne są porównania. Tak więc my jesteśmy umarli, więc jesli umrze ktoś spośród nas, to go chowiemy. Tak wiec umarli chowają umarłych. Co tu takiego trudnego do zrozumienia? Jezus na ten stan wyższej świadomości, wyższego zrozumienia, który nie jest dostępny do pewnego etapu, mówił „królestwo Boga, czy królestwo niebieskie, które jest dostępne każdemu człowiekowi, tu i teraz, wystarczy się przebudzić. Dam Ci może taki przykład. Często w życiu jest tak, że w wyniku niezrozumienia nszych intencji, ktoś zaczyna się zachowywać dla nas niezrozumiale, powiedzmy gniewa się. Niech to będzie jakiś znajomy. Nagle zmienił swoj stosunek do nas, nie zaprasza nas na spotkanie itp. możesz sobie wymyślić taką sytuacje. Każdy z nas ma jakieś doświadczenia tego typu. Ty nie wiesz, o co tej osobie chodzi, myślisz, analizujesz, po jakimś czasie w ogóle wasze relacje spadły do zera. Osoba obudzona wie. I nie musi analizowac nie musi się domyślać. Ona po prostu wie o co chodzi. I nie musi się zastanawiać skąd wie, czy dobrze wie, czy dobrze się domyśla. Wie i już. A skoro wie, to łatwiej jej unikać wszelkich konfliktów czy nieporozumień, lub sprostować niejasności. Jest takie powiedzenie. Syty nie rozumie głodnego. Osoba duchowo rozwinięta, rozumie każdego. Rozumie ofiarę i rozumie mordercę. Potrafi wczuć się w skórę każdego z nich tak jak by była tym człowiekiem. Rozumiesz? Bo ona odbiera zmysłami które my jeszcze mamy w uśpieniu. Oczywiście, są różne poziomy obudzenia duchowego. Tak samo jak my nie jesteśmy na jednym poziomie, tak osoby obudzone są na różnych poziomach. Już ten pierwszy poziom Wyższej Świadomości, Jezus nazywał Królestwem Boga. A ten pierwszy poziom, to sto jak nie setki podpoziomow. Nie znajdziesz dwóch ludzi o identycznym rozwoju intelektualnym, tak samo nie znajdziesz dwóch ludzi o identycznym rozwoju duchowym. To co my nazywamy naszym rzeczywistym światem, mistrzowie duchowi nazywają mają, iluzją, a ten świat zasłania nam świat rzeczywisty, którego się nawet nie domyślamy. To co przejawia się w naszej rzeczywistości, nazywamy zdarzeniami, to skutki, a na wyższym poziomie widzisz przyczyny tych zdarzeń.
Do kogo Jezus dotarl? Do kogo chcial dotrzec? Jaki sens jest pisac o "mistrzostwie" Jezusa w nauczaniu, skoro on swiadomie ograniczyl sie do znikomego kregu ludzi ktorym przekazywal nowine osobiscie? Czy nie latwiej byloby mu docierac do wspolczesnych i potomnych piszac?
Jezus mógł przemawiać do ludzi nieobudzonych, ale do nich mógł mówić tyle tylko, co jest przydatne na ich stopniu rozwoju, aby ich podnieść wyżej. Tak jak uczy się dziecko w pierwszej klasie aby przeszło do drugiej. Ale wykładowca nie może do dzieci mówić tego co mówi studentom. Tak Jezus nie mógł do ludzi mówić tego, czego uczył takich którzy są w stanie zrozumieć. I nie mów, że Jezus był tylko dla elit.Był dla wszystkich, ale nie mógł wszystkich jednakowo traktować. Historia Jezusa, jego życie w kadym aspekcie, każde jego słowo, każdy jego gest, jest tak przemyślana, że ja się nawet zastanawiam, czy to nie sam autor pod fikcyjną postacią Jezusa nie przekazał swoich nauk. Wcale nie jestem przekonana co do tego czy Jezus był postacią autentyczną. Czy to nie jakiś bardzo mądry mistrz nie stworzyl tej postaci aby przekazać swoje nauki. Nie będę się tym trapić, ani dociekać czy nawet sprawdzać co twierdzą badacze życia Jezusa. Dla mnie to bez znaczenia. Czy prawdziwy, czy fikcyjny, to Mistrz który dużo wiedział i dużo przekazał na różnych poziomach. I Dariusz, on wcale nie musiał poświęcać się masom. Tak jak profesor matematyki nie musi poświęcać się dzieciom w zerówce czy podstawówce, bo od tego są nauczyciele, a on uczy na wyższym poziomie. Tak ludzi ciemnych i prostych mogli edukować inni.
Mamy bardzo odlegle oceny “mistrza” Jezusa. Dla mnie on nie byl mistrzem, nie byl nawet kims madrym, natchnionym, przekonywujacym. Przeciez on w ciagu swojego zycia nie nauczyl sie pisac, czytac, on nie zostawil po sobie napisanego chocby jednego slowa
A skąd wiesz, że Jezus nie umiał pisać? Wg mnie nie tylko czytał i pisał, ale nawet w innych językach. Wg niektórych podań, sam Jezus zrezygnował z nauki, lub też nie chcieli go uczyć, gdyż zadawał nauczycielom niewygodne pytania, na które nie potrafili mu odpowiedzieć. W Biblii jest fragment o tym, że jako 12 letni chłopiec często uciekał do świątyń, gdzie prowadził dyskusje z nauczycielami. Kiedyś szukali go trzy dni, i znaleźli w świątyni gdzie kapłani byli zadziwieni jego wiedzą i mądrością. Potem Jezus zniknął i nie było go kilkanaście lat. Gdzie był? Chyba nie na rybach. W tamtych czasach studiowało się nauki mistrzów po klasztorach, bo tylko tam były księgi. Aby studiować nauki mistrzów musial umieć czytać. A nauki mistrzów można rozpoznać w naukach Jezusa. Choćby Buddy czy Zaratustry.
Piszesz że Jezus powinien spisać swe nauki. Zakładamy że był on postacią autentyczną o życiorysie takim jak znamy. To chyba jesteś Dariusz bardzo naiwny. Sam pisałeś, że Jezus był uważany za buntownika i heretyka przez ówczesne elyty, to jaki los by spotkał ten jedyny egzemparz książki którą by napisał? Mylisz czasy. To nie czasy gdzie istniały wydawnictwa i internet. W takich warunkach nie mógł wydać książki ze swoimi naukami. Ale tak jak pisałam, jeśli świadkami najważniejszych wydarzeń było tysiące ludzi, a ci ludzie przekazywali, to co widzieli następnym tysiącom, to jest szansa, że wiedza ukryta pod płaszczykiem pewnych wydarzeń zostanie, spisana przez tych którzy potrafią pisać w pamiętnikach i kronikach i kiedyś rozpoznana przez następne pokolenia. Bo takie widowiskowe zdarzenia sie utrwala, a przypowieści w których przemycał pewne wskazówki były łatwe do zapamiętania i przekazywania sobie. Przynajmniej łatwiesze niż takie czysto teoretyczne wywody. A przecież ludzie w tamtych czasach nie byli tak rozwinięci intelektualnie jak teraz. Jeszcze sto lat temu wygrzewano dzieci w piekarniku żeby wypędzic chorobę, a czego oczekujesz po ludziach 2 tysiące lat temu. I nawet bardziej wiarygodne że wiedza ukryta w opowiastkach których nie rozumieją przejdzie nienaruszona. Ja nie musze znać się na matematyce czy fizyce aby bezbłędnie przepisać wzór czy jakieś matematyczne wyliczenia. Wlaśnie gorzej by było gdybym się znała, bo wtedy mogłabym uznać że wiem coś lepiej od autora i poprawić conieco od siebie.
I część tej wiedzy przetrwała. może dużo więcej niż znamy, gdyż jak wiemy ewangelii było około 80 z czego do kanonu weszły tylko 4 i to te gdzie jedna jest wzorowana na drugiej. Gdzie reszta? Przecież część już odnaleziono, a nie jest powiedziane, że sie jeszcze coś nie odnajdzie. I sam sobie zaprzeczasz. Bo piszesz, że Jezus był nic nie znaczącym człowieczkiem nawet nie mistrzem. To ja bym chciala być taką nic nie znaczącą zuzią o której nawet za dwa tysiące lat będzie wiedzial każdy człowiek na całym świecie. Bo nawet jeśli ktoś wyznaje inną religię to przecież i tak wie kim był Jezus. Najwięksi mistrzowie buddyjcy widzą w osobie Jezusa Mistrza równego sobie lub nawet większego. Jeszcze parę spraw ktore poruszyłeś, ale to już w komnetarzach do tej notki przytoczę przy okazji.



Stala sie rzecz straszna, napisalem ponad strone komentarza ktory mi wcielo. Nie jestem w stanie powtarzac tego wszystkiego, zaczynam wiec od nowa, ale bedzie juz krocej.
Cytat ktory przytoczylem, jak sie okazalo Ty rowniez go przytoczylas w swojej pierwszej notce, byl wybrany zupelnie losowo, pierwszy lepszy, szukalem innego ktorego nie moglem znalezc.
No wiec od poczatku.
Doktryna chrzescijanska zaklada, ze zycie Jezusa, to co o nim wiemy, jest przypowiescia religijna, ma sluzyc nauczaniu ludzi na ziemi. Co zrobil Jezus, co powiedzial, jak reagowal, wszystko jest wazne, wszystko ma znaczenie, bo jest przykladem boskosci, wzorem postepowania. To ma sluzyc nawracaniu, utrwalaniu wiary, to jest skierowane do Zydow i gentiles, do tych co chcieliby poznac Jezusa i tych co by nie chcieli, ale ma to ich przekonac zeby chcieli.
Jaki cel ma przytaczanie wypowiedzi Jezusa zrozumialej tylko dla jednego odbiorcy, ewentualnie dla jeszcze kilku innych, wypowiedzi z uzyciem szyfru, dla normalnych ludzi niezrozumialej? Czy Jezus, bedac Bogiem, nie mial swiadomosci ze jego slowa, nawet jesli zrozumiane przez odbiorce, nie moga byc zrozumiane wlasciwie przez olbrzymia wiekszosc ludzkosci, ze beda powodem do obrazy, zartow, kpin? Dlaczego Jezus poslugiwal sie szyfrem zrozumialym wylacznie dla kilku wtajemniczonych, dlaczego nie chcial dotrzec do calej ludzkosci?
Dla Zydow obowiazek chowania zmarlych byl czyms swietym, byl nakazem religijnym. Powiedzenie Zydowi zeby dal sobie spokoj z chowaniem ojca bylo tak obrazoburcze ze bardziej nawet nie mozna sobie wyobrazic. Jak mieli zrozumiec, zachecanie do nie zajmowania sie pogrzebem, ci wszyscy nie wtajemniczeni?
Dlaczego mieli oni rozumiec ze fraza “zostaw umarlym grzebanie ich umarlych” wyraza przenosnie, poetycka parabole, przerzutnie czy jeszcze cos innego, dlaczego Jezus nauczajac nie uzywal normalnego, ludzkiego, dla wszystkich zrozumialego jezyka? Czy nie zalezalo mu na tym zeby byc zrozumianym przez wszystkich? Czy mial w glebokim powazaniu caly ten motloch, ktory przeciez zrozumiec nie mogl?
Skad wiesz ze Jezus wlasnie to zamierzal, tak to rozumial. Przeciez nadajesz zupelne inne znaczenie zwyklym slowom, dlaczego w sytuacji chowania rzeczywistego zmarlego Jezus uzywa symbolicznego okreslenia umarlego dla oznaczenia zywych? Czy Jezus bedac Bogiem (wg Ciebie Mistrzem) nie zdawal sobie sprawy z belkotliwosci swojej wypowiedzi? Czy rzeczywiascie Jezus myslal tak jak Ty myslisz obecnie? Skad masz pewnosc ze on tak wlasnie myslal? Skad wiesz ze nie zachecal do zlekcewazenia pogrzebu zmarlego, w tym celu uzyl pokretnego jezyka paradoksu?
Ten cytat ktory ja przytoczylem nie dotyczyl Lukasza, wypowiedz skierowana byla do nieokrelonej osoby. Twoje tlumaczenie, ze Jezus wiedzial ze bedzie zrozumialy jest wiec zupelnie z powietrza, nie bylo zadnych podstaw zeby sadzic ze ta osoba zna szyfr. Ale nawet jesli znala, ciagle mamy otwarta kwestie, dlaczego Jezus, ktorego celem bylo powszechne nauczanie, zwracal sie w codziennych sprawach szyfrem uniemozliwiajacym zrozumienie go przez reszte ludzkosci?
Jezus mogl mowic jezykiem dostepnym dla wszystkich, nie mial powodu mowic szyfrem. Jesli jego prosty jezyk byl za trudny dla niektorych, mogl ich przekonywac inaczej, bardziej dostepnie. Ty Zuu odwracasz sytuacje, twierdzisz ze on mowil tak trudno, bo mowil do ludzi juz wiedzacych, tych ktorzy mogli zrozumiec. To jest pomieszanie z poplataniem, wypowiadanie sie szyfrem zrozumialym nielicznym nie powoduje ze takie porozumiewanie jest bardziej wartosciowe, ze lepiej przekazuje, ze lepiej naucza. Profesorowie na uniwersytetach nie wykladaja szyfrem, mimo ze ich wypowiedzi kierowane sa do adresatow ktorzy juz cos wiedza. Porozumiewaja sie trudniejszym jezykiem, ale zrozumialym, Jezus nie poslugiwal sie trudniejszym jezykiem, on zmienial znaczenie slow w celach sobie tylko znanych (rowniez Tobie, ale Ty sie tego znaczenia wylacznie domyslasz, Ty tylko tak sadzisz ze on to mial na mysli).
Nie pisalem ze Jezus powinien spisac nauki, wyrazilem przekonanie ze wypowiadanie sie do niewielkiej ilosci sluchaczy i rezygnowanie ze spisania swoich nauk bylo sprzeczne z jego celem dotarcia do calej ludzkosci. Jezus nie mial zreszta wyboru, on nie umial pisac, wiec to takie gdybanie, co by bylo gdyby. Ale Ty wyolbrzymiasz Jezusa zaslugi, on praktycznie nie byl znany, nikt za nim sie nie ujal gdy Pilat dal Zydom szanse ulaskawienia go, nawet zaden z jego uczniow nie prosil o jego ulaskawienie. Skoro nie prosili ci co go znali, dlaczego mieli prosic ci ktorzy nigdy o nim nie slyszeli?
Do jak wielkiej ilosci ludzi mogl Jezus dotrzec w ciagu 1-2 lat nauczania? Tysiaca ludzi? Pieciu tysiecy? Jak wielu z nich nawrocilo sie? Piecdziesieciu? Stu? Z Dziejow Apostolskich wynika ze byla ich garstka, bliscy likwidacji, dopiero ozywienie religii nastapilo dzieki zaslugom misjonarskim Pawla na terenie Cesarstwa Rzymskiego. Pawel nie byl uczniem, nie spotkal Jezusa i nie byl przez niego w zaden sposob, przy pomocy szyfru czy inaczej, przekonany. On uwierzyl w sen, bez udzialu nauki Jezusa.
Zuu, nie podawaj przykladu 12sto letniego dziecka zadajacego pytania nauczycielom. To sie zdaza od tysiecy lat w kazdej szkole, porozmawiaj na ten temat z nauczycielami, moga Ci opowiedziec. Dzieci zadaja pytania, czesto takie na ktore nauczyciele nie sa w stanie odpowiedziec. To o niczym nie swiadczy, na pewno nie swiadczy o boskosci tych dzieci.
Juz na koniec, bo rozpisalem sie nadmiernie. Nieprawda jest ze przekaz mowiony jest wierniejszy od spisanego. Wrecz przeciwnie. Mamy miliony przykladow nieprawdziwosci przekazow ludowych, one wlasnie tworzyly legendy. Legendy byly znane ludziom od poczatkow istnienia, ludzie koloryzowali swoje przekazy, zmieniali, dodawali do nich pierwiastki dydaktyczne, takze propagandowe. Sama kwestionowalas tradycyjne przekazy, ocenialas ich niewielka wartosc, bo nie bylo wiadomo przez kogo i dlaczego gloszone. Teraz uwazasz ze przekaz dot. Jezusa byl lepszy opowiadany niz pisany, dlaczego?
Trzymaj sie Zuu.
Nie zgadzamy sie, ale dla mnie nie jest to przeszkoda uniemozliwiajaca porozumiewanie sie i dyskutowanie.
:):):)
Pozdrowienia